W niemieckiej gazecie żal wobec "wypędzonych". "Miliony Niemców padły ofiarą"
"Wypędzenie i ucieczka od dwunastu do czternastu milionów Niemców ze wschodnich terytoriów Rzeszy Niemieckiej oraz z Europy Wschodniej i Środkowo-Południowej należy do największych tragedii i zbrodni XX wieku. Nie ma prawie żadnej niemieckiej rodziny, która nie zostałaby tym dotknięta" – czytamy na łamach "Die Welt". Autorem tekstu jest niemiecko-brytyjski Alan Posener. Zauważa, że historia wypędzonych jest w Niemczech obecnie przemilczana.
"Kiedyś było inaczej. Kiedy w latach 60. chodziłem do szkoły, tereny wschodnie były w naszych atlasach oznaczone jako 'obecnie podlegające administracji polskiej'. Funkcjonariusze potężnego Związku Wypędzonych regularnie do nas przemawiali, a nasi nauczyciele zachwycali się pięknem Śląska i Prus Wschodnich, Gdańska i Wrocławia" – zauważa.
Autor z "Die Welt" o "samooskarżeniu"
Autor zauważa, że zmieniło się to w roku 1968, "gdy użalanie się nad swym losem ustąpiło miejsca samooskarżeniu, a utrata ziem wschodnich została uznana przez wielu za sprawiedliwą karę za wojnę rozpętaną przez Hitlera". Jego zdaniem nowa polityka wschodnia (Ostpolitik) kanclerza Willy'ego Brandta wymagała w dodatku ostrożnego podejścia do Polski.
"Wysiedleni stali się kłopotem. A wraz z nimi sama historia. Jakby pamięć o tym, że miliony Niemców padły ofiarą, miałaby doprowadzić do zapomnienia, że miliony Niemców były sprawcami, pisze publicysta" – czytamy w dzienniku.
Nawiązując do niedawnego zamieszania przy wyborze nowego dyrektora berlińskiego ośrodka dokumentującego powojenne wysiedlenia Posener zauważa, że do dziś temat wypędzeń jest polityczny. "Związek Wypędzonych wymógł na Fundacji 'Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie', aby nie przedłużać kontraktu dotychczasowej dyrektor Gunduli Bavendamm, której Związek zarzucał tworzenie związku przyczynowo-skutkowego między zbrodniami nazistowskimi, a wypędzeniami" – opisuje.
Posener pisze, że związek ten istnieje, a akcja wywołuje reakcję. "Sytuacja mogła jednak potoczyć się inaczej, gdyby zachodni alianci byli gotowi przeciwstawić się czystkom etnicznym na wschodzie. Utrzymanie koalicji antyhitlerowskiej ze Stalinem było dla nich jednak ważniejsze niż cierpienie niemieckich uchodźców. Można to zrozumieć z politycznego punktu widzenia, nie popierając tego jednak pod względem moralnym" – pisze.
Według autora, obawie przed wielką polityczno-historyczną awanturą, którą w Polsce wykorzystałaby partia Prawo i Sprawiedliwość, a także która ucieszyłaby Rosję, zdecydowano, że nowym dyrektorem ośrodka będzie Roland Borchers, kandydat kompromisowy i rozumiejący polską wrażliwość, a nie kandydat popierany przez Związek Wypędzonych.
"Nikt nie chce niczego odbierać Polakom. Nie można jednak poświęcać pamięci na rzecz politycznych kalkulacji" – pisze Alan Posener.